Kabhi Khushi Kabhie Gham / Czasem słońce czasem deszcz / K3G
Oglądasz archiwalną wersję wątku "Kabhi Khushi Kabhie Gham / Czasem słońce czasem deszcz / K3G" z forum www.shahrukhkhan.pl/forum/
Główni Aktorzy:
Shah Rukh Khan: Rahul Raichand
Kajol : Anjali Sharma
Hrithik Roshan: Rohan Raichand
Kareena Kapoor: Pooja "Poo" Sharma Raichand
Opis filmu:
Rahul kocha Anjali. Anjali kocha Rahula. On jest bajecznie bogaty.
Ona pochodzi z biednych przedmieść. Jeśli chłopak zdecyduje się na ten związek,straci wszystko, co dla niego najważniejsze. Jednak ta miłość nie zna przeszkód.
Film bardzo piękny. To jest mój pierwszy film bollywoodzki jaki obejrzałam.
Od razu pokochałam film i zaczęłam podkochiwać się w Szaruku.
Piękna muzyka i tańce! W dodatku świetni aktorzy
A co wy myślicie o tym filmie ?
lileczka
2008-08-10, 16:54
No właśnie od tego filmu zaczął się mój romans z bollywood. Spodobała mi się para SHAH RUKH KHAN i KAJOL. Lubię ten film bo mówi o braterskiej miłości i rodzinie. Prawie cały film przepłakałam tak mnie wzruszył.
Literki i interpunkcja. Proszę lileczko sprawdzaj pisownię - oszczędzisz nam pracy./larina
sulamitka
2008-08-10, 17:33
Film darzę ogromnym sentymentem - pierwszy film indyjski na punkcie którego oszalałam. Film o miłości. Ale nie o miłości kobiety i mężczyzny (choć taki wątek się też przewija). To film o miłości do rodziny: rodziców do dzieci, dzieci do rodziców, rodzeństwa... Film o potrzebie więzi i o ich wartości.
Najbardziej wzruszały mnie nie sceny miłosne z Rahulem i Anjali, ale sceny braterskie z Rahulem i Rohanem. Płaczę już od momentu gdy Rahul żegna młodego Rohana w college'u. A potem ich pierwsze spotkanie po latach. I moment rozpoznania... Emocje wyrażone przez zwykłe spojrzenia buchają niewyobrażalną siłą i ukazują siłę istniejących więzi. Cudowne!
Anjali55
2008-08-10, 22:08
Ach, co mam napisać sulamitka tak pięknie to ujęła..
Wszystkie Hollywoodzkie filmy chowają się przy tym wspaniałym, cudownym, najlepszym...
oglądałam ten film 11 razy i 9 płakałam (zaczyna się od momentu rozmowy Rahula z ojcem) co tu dużo mówić, jeśli Shahrukh będzie grał w większej ilości takich filmów to z pewnością podniesie się poziom wody w morzu
meggi27
2008-08-11, 09:03
Pierwszy film bolly jaki widziałam, chodź tylko połowę Nie lubię za bardzo tego filmu, bo tylko w nim płaczą, tańczą i śpiewają, nie widzę w nim większego sensu, krajobrazy są piękne tak, piosenki też fajne, ale ogólnie film nudny, moim zdaniem rola Sharuka jedna z najgorszych, za bardzo płaczliwa i taka rozlazła. Film można obejrzeć raz tyle wystarczy i nie widzę w nim ani trochę romantyzmu, o którym tyle razy czytałam.
sulamitka
2008-08-11, 16:56
Shahrukh rzeczywiście mniej rzuca się w oczy w tym filmie. Cała druga połowa filmu to przecież historia Rohana. Ale bez Rahula nie byłoby tej opowieści i to jego problem jest jej głównym tematem. Mimo to, w istocie, Rahul jest tu bardziej bierny, poza twardą decyzją o poślubieniu Anjali poddaje się już tylko wymogom rzeczywistości. Wycofuje się, broni przed zmianami. Nie widać więc SRK z naturalną jego energią. Jego emocjonalność jest tu przytłumiona i wyciszona, wyraża się tylko spojrzeniem lub łzami. Taka kreacja jak sądzę jest wymuszona scenariuszem.
Ale Shahrukh popisał się w pokazie relacji między Rahulem a jego ojcem. Potrafił dać wspaniały wzorzec miłości i szacunku dla rodziców. Jego więź z matką jest wzruszająca, jego stosunek do ojca godny podziwu. Myślę, że stworzył postać syna o jakim marzyliby wszyscy rodzice na świecie. A film pokazał jak łatwo nie docenić kogoś takiego.
Mi się on podobał choć nie jest to mój ulubiony film. Od niego też zaczęłam moją przygodę z bollywood, więc mam do niego pewien sentyment.
To pierwszy film bolly jaki obejrzałam, kocham go
Kiedys mama powiedziała, że chyba chora jestem, bo oglądałam go codziennie, ale potem nauka była, więc przestałam. Ale i tak wiele razy do niego jeszcze wrócę.
Film polecam i oceniam około 8/10
K3G - od tego wszystko się zaczęło, cała moja przygoda z bolly. I teraz mam lekkiego świra, ale co tam, warto było!
Ten film zapoczątkował całe szaleństwo. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez Bollywood.
Najbardziej spodobało mi się to,że jest to opowieść o rodzinie. Uważam ,że wszyscy
aktorzy doskonale oddali różnorodność postaci. Dla mnie najpiękniejszą sceną była ta w której ojciec Rahula przyznał się do błędu i prosił o przebaczenie. Chwyciło mnie to za serce.
Charita
2008-08-28, 14:28
Film z którym zawsze będą mile wspomnienia, bo to od niego zaczęła się moja przygoda z Bollywood. Długi, to fakt ale ja tego nigdy nie zauważam, siedzę te 3 i pól godziny przed monitorem jak zaklęta. Wszyscy wypadli znakomicie, efektowne układy taneczne i piosenki, po prostu wszystko świetne. Nie wiem co powiedzieć więcej, zawsze będę bardzo cenić ten film. Karan zrobił wspaniały film.
[ Komentarz dodany przez: Cathreena: 2008-08-28, 18:02 ]
juliette
2008-08-30, 01:49
Może nie jest to najlepszy film bollywoodzki, no i po obejrzeniu w kinie wychodzą
różne niedoróbki i naiwność, ale wkurzające były chichoty na dzisiejszym (właściwie już wczorajszym) seansie w Muranowie.
A już myślałam, że się niektórzy przyzwyczaili do płaczących facetów:(.
Może dialog podczas pojednania Rahula z ojcem jest miejscami nielogiczny, ale jak mniemam to zamierzone, ostatecznie w takiej sytuacji człowiek nie myśli logicznie i nie gada spójnie - ale otwarcie rechotać na tej scenie to lekkie przegięcie:(.
No i tyle.
agawolf
2008-08-30, 02:04
Ha po tym seansie mam podobne wrażenia co do publiki. Ale przy okazji zwróciłam uwagę, na kilka szczegółów wątkowych:
- niesamowita manipulacja ojca w trakcie pierwszej rozmowy o miłości do Anjali. Abi zagrał rewelacyjnie, od gniewu do płaczu przeszedł w ciągu kilku minut i dopiero dziś zobaczyłam, że on to zarobił jako ojciec a nie zagrał uczucia. Zaplątałam się: do tej pory tą scenę odbierałam jako scenę, że ojciec zaczyna się martwić i płacze, ale teraz widzę, że w tej scenie ojciec chce wymusić pewne zachowania na synu i ucieka się do szantażu w postaci łez. Dobrze zagrane.
Zwróciłam uwagę, że Rahul w rozmowach z Rohanem stosuje zamiennie "grubasek" i "laddu" ( w tłumaczeniu polskim zawsze jest "grubasek"), i wtedy scena kiedy Poo mówi "uwielbiam laddu" nabiera trochę innego znaczenia.
-Nie lubię w tym filmie Rani jako Naini za scenę a'la Merylin Monroe, nawet do takiego filmu jak ten' ta scena nie pasuje, do tej pory mam dreszcze na myśl o tej piosence.
-jak zachwycająco pokazany jest motyw rosnącej niezgody na despotyzm męża - Matki Rahula, bardzo dobrze, spójnie i logicznie poukładanny wątek no i cudownie zagrany
Jeszcze mam kilka pytań:
- co oznacza ruch ręką Anjali podczas wesela Ruchstar, kiedy przechodzi wzdłuż gości i wskazuje ręką na Rahula?
-Podobnie Rahul w odpowiedzi pokazuje ręka od swoich oczu w kierunku do niej?
GosiaJG
2008-08-30, 11:29
Juliette, agawolf, czytam Wasze wypowiedzi odnośnie reakcji na seansie "K3G" i przypomina mi się identyczna sytuacja sprzed roku, z BdB w Warszawie. To znaczy - nie byłam na seansie "Kabhi Alvida Naa Kehna" w stolicy, ale pamiętam forumową dyskusję "po", w którą się włączyłam. Pewne "oświecone" osoby pisały, jak to się świetnie bawiły, śmiały, a nawet radośnie trąbiły, kiedy Dev wpadł pod samochód na początku filmu. W ogóle to była chyba najzabawniejsza scena! Na zarzut, że tym samym przeszkadzały innym, odpowiedziały, że przecież każdy ma prawo do własnego odbioru filmu! To oburzające, jakże śmiemy w ogóle to kwestionować! Dokładnie takie argumenty padają teraz.
Co ciekawe - kiedy podczas seansów "Om Shanti Om" panowała radosna atmosfera, a piski i krzyki witały "Dard-E-Disco" - ten sam krąg osób bulwersował się, że przecież wrzaski przeszkadzają innym w odbiorze. Jakże tak można!
Podziwu godna niepamięć.
Już pomijam fakt masochistycznego oglądania tego okropnego filmu tego okropnego Karana.
A co samego "K3G" - zdaję sobie sprawę z jego niedoskonałości mniej więcej od drugiego albo trzeciego seansu - co nie zmienia faktu, że oglądam go z prawdziwą przyjemnością. Magia działa za każdym razem, wzruszam się i przeżywam ciągle tak samo losy adoptowanego syna i brata, który chce scalić rodzinę.
agawolf
2008-08-30, 11:54
Jest OK, dzięki
Moim zdaniem jeden z najlepszych filmów bolly. Jest świetny. Oglądałam go wiele razy. Po jego zobaczeniu pierwszą noc nie umiałam zasnąć. Myślę, że każda bolly-manka widziała już go. Film o miłości, uczuciach. Poprostu piękny. Super, cudo.
Pozdrawiam.
Ten film wzbudza moje skrajne emocje.
Z jednej strony nie chciałabym mieć ojca takiego jakiego nam rysuje Karan w tym filmie, a z drugiej strony matczyna zachłannosć i zaborcza miłość wybudza u mnie egoistyczne zachcianki: "Niech mój syn idzie swoją drogą ale niech liczy się z moim zdaniem"
To powiedziałam ja - egoistycznie zakochana w swoim synu matka
sulamitka
2008-08-30, 17:44
ja - egoistycznie zakochana w swoim synu matka
Och, larina, jakże zazdroszczę Ci posiadania syna!
agawolf
2008-08-31, 01:54
A czy możecie mi objasnić te tajemnicze znaki?
anka6694
2008-09-08, 18:36
Pierwszy film, jaki obejrzałam z SRK w roli głównej Od razu się w tym filmie zakochałam...
EDIT: Film, który wywołuje w nas wiele emocji: radość, smutek, wzruszenie, ale także poniekąd żal do ojca za to jak potraktował swojego syna, który był mu bardzo oddany, ale... "popełnił jeden błąd, błąd miłości." Potem pojawia się także gniew o to, że będąc tak blisko syna nie mógł zrobić jednego kroku, aby się do niego zbliżyć. Na szczęście znalazły się osoby, którym udało się doprowadzić do ponownego spotkania, a reszta sama się już toczy własnym torem, oczywiście najlepszym moim zdaniem. Film pokazuje również ogromną więź łączącą matkę i syna, jest ona tak wielka, że matka wyczuwa kiedy ich dwa serca są blisko siebie, czy jak to było w filmie zobrazowane, w jednym budynku. Oczywiście oprócz przykrych momentów są także te radosne i dowcipne. Najzabawniejszy jest oczywiście jest stosunek między Rohanem a Pooją Pomimo, że czuja do siebie "miętę" nie okazują tego, a już w szczególności ukrywa to Rohan. Pooja natomiast stara się przed nim popisać, jednak widać że to na Rohana nie działa. ^^ Oczywiście więzi między Rahulem a Anjali są zabawne, ale zarazem piękne. Początkowo Anjali stara się oprzeć urokowi Rahula, ale nie daje rady, bo powiedzmy sobie szczerze chyba nikt by nie dał. W filmie jest również wspaniale pokazana miłość do ojczyzny przez Hindusów, a w szczególności Anjali, która odprawia ranne modlitwy oraz cały czas powtarza synowi, jakim Indie są pięknym krajem i ma oczywiście rację. A wykonanie Jana Gana Mana wymyślone przez Rohana przepiękne. Podkreślające miłość do ojczyzny, jak i zarazem bardzo wzruszające. O filmie można by mówić prawie, że bez końca, jednak trzeba się ograniczyć.
Wielkie ukłony i podziękowania do Karana Johara za stworzenie tak cudownego filmu, bo który rodzic nie chciałby, aby takie dzieło nie było stworzone z miłości do nich, bo przecież w filmie jest także pokazany ogromny szacunek jakim dzieci darzą rodziców co w tych czasach nie zdarza się za często.
O grze aktorskiej ShahRukha nie będę nawet się rozpisywać, bo jest oczywiste, że udało mu się pokazać wszystkie zarówno dobre cechy, jak i małe wady. Oglądając film, choć miałam świadomość, że to film i wszystko tam jest grane to jednak ta granica przez cały czas się zacierała. Jednym słowem jest to wielkie dzieło [przez duże W].
Elyshia
2008-09-09, 14:59
Agawolf, chodzi Ci o podniesienie dłoni do oczu (pod koniec piosenki)? Zazwyczaj w filmach widuję ten gest jako pozdrowienie kogoś. A różnice w gestach Anjali i Rahula chyba wzięły się z tego, że ona robi to dość nieśmiało, natomiast on bardzo pewnie. Mylę się?
K3G obejrzałam dość późno i trochę się zbierałam jak pies do jeża. Pierwszy seans bardzo mi się podobał, ale na kolana nie powalił. Jednak w tym przypadku trucizna działała powoli i obejrzałam jeszcze raz i jeszcze i pozwoliłam się owładnąć dziwnej magii tego filmu.
Porwywa mnie ta historia, trzymam kciuki za Rohana i jego plan pogodzenia rodziny, nieustępliwość Yasha doprowadza mnie do rozstroju nerwowego, a kiedy Nandini w końcu się mu sprzeciwa, mam ochotę zakrzyknąć nareszcie.
Ścieżkę dźwiękową uwielbiam, zwłaszcza "Say Shava Shava" i mistyczne "Suraj...". Ta piosenka jest jakby z całkowicie innego filmu, niesamowita i tajemnicza.
I jak ten film jest zagrany, szczególnie przez starsze i średnie pokolenie, chociaż Kareena w roli Poo też jest brawurowa.
Dla mnie najbardziej przejmująca jest postać Rahula, w którym ciągle czai się to zagubione dziecko, któremu świat się zawalił w wieku ośmiu lat i nie mógł wtedy zadać żadnego z pytań, które się pojawiły. Mam wrażenie, że Rahul czuje, że on nie może sobie pozwolić na żadną słabość, że musi być bardziej raichandowski niż wszyscy Raichandowie razem wzięci do pięciu pokoleń wstecz. Dziwnie to zabrzmi, ale mam wiele współczucia dla Rahula i mam wątpliowści, czy pogodzenie rodziny ukoi jego ból.
Trochę też mam dziwne skojarzenia, kogo do kogo ciągnie w tych wszystkich układach, ale to chyba wina tego, że wszyskie seanse odbyły się wieczorową porą.
To był pierwszy film jaki obejrzałam z Bollywood i darze go dlatego wielkim sentymentem i lubie do niego powracać.Właściwie gdyby nie ten film nie zaczełabym interesować się Bollywood i naszym wielkim królem .Obsada jest bardzo dobra, a film wyciska łzy.
GosiaJG
2008-10-21, 20:56
Dla mnie najbardziej przejmująca jest postać Rahula, w którym ciągle czai się to zagubione dziecko, któremu świat się zawalił w wieku ośmiu lat i nie mógł wtedy zadać żadnego z pytań, które się pojawiły. Mam wrażenie, że Rahul czuje, że on nie może sobie pozwolić na żadną słabość, że musi być bardziej raichandowski niż wszyscy Raichandowie razem wzięci do pięciu pokoleń wstecz. Dziwnie to zabrzmi, ale mam wiele współczucia dla Rahula i mam wątpliowści, czy pogodzenie rodziny ukoi jego ból.
To, co piszesz o Rahulu, bardzo do mnie przemawia.
Za pierwszym razem film mi się spodobał, ale bardziej zwracałam uwagę na całość - bo to mój pierwszy film bollywoodzki, seans w kinie, oczarowanie feerią barw, muzyką, bezwstydną emocjonalnością, jakiej trudno szukać w kinie zachodnim... I oczarowanie nieziemską urodą Hrithika, nie boję się przyznać.
Dopiero kolejne seanse pozwoliły mi się przyjrzeć bohaterom i ich wyborom. I mimo że staram się zrozumieć każdego z nich - najwięcej współczucia (i uczucia) mam dla Rahula. Oczywiście niebagatelną sprawą jest tu kwestia tego, że zagrał go Shah Rukh i nadał mu takie rysy, które sprawiają, że tę postać doskonale się rozumie. Jego ból, jego poczucie odrzucenia, tragizm wyboru, przed którym staje.
Rozumiem, naprawdę rozumiem racje papy Raichanda, według którego Anjali nie była odpowiednią kandydatką na żonę dla spadkobiercy imperium. Co nie zmienia faktu, że nie umiem mu wybaczyć odepchnięcia syna.
Ech, w końcu wszystko sprowadza się pewnie do tego, że nie mogę patrzeć na łzy w oczach Shah Rukha.
agawolf
2008-10-22, 17:15
Z drugiej strony ojciec oczekiwał ukorzenia się syna, który jednak nie ponowił swoich błagań i unosząc się dumą wyjechał za granicę.
K3G za każdym razem odkrywam na nowo, ma pełno różnych warstw i mimo wszystkich niezbyt pochlebnych opinii na temat tego akurat filmu wypowiadanych przez ludzi, którzy mają kilkuletnie doswiadczenie z filmami bolly, nadal uważam, że jest to film dla każdego, niezapomniany i warty zawsze ponownego obejrzenia.
Fakt, że nie wzruszają mnie te momenty co za pierwszym razem, ale teraz widzę kunszt wszystkich, którzy zagrali w tym filmie. Zaczynam usprawiedliwiać postępowanie ojca a Rahula troche krytykować. Trauma tego,że nie jest się członkiem rodziny "z krwi" potrafi zaważyć na życiu każdego. Od razu przypomina mi się scena z Mayą z KANK, kiedy w kłotni zostaje wypomniana jej niemożność poczęcia dziecka. W K3G również zostało powiedziane: "jesteś naszym synem a o adopcji nie wspominamy w tym domu" a jednak, kiedy nalezało zranić i uderzyć ojciec wiedział jak to zrobić i wiedział co zaboli najbardziej. Coś w stylu "trupa w szafie" w końcu sie wysypie. Myślę, że niepotrzebnie nie mówiło się na ten temat w domu Rahula, gdyby to nie było coś o czym każdy chce zapomnieć tylko coś co każdy akceptuje, myslę, że łatwiej byłoby wszystkim oswoić się z tą sytuacją i jawnie ją zaakceptować.
Zgadzam sie, że pogodzenie się rodziny niekoniecznie ukoi ból Rahula, to nadal bedzie ciążyć na ich wspólnym życiu.
Mowilka
2008-10-23, 00:47
Zgadzam sie, że pogodzenie się rodziny niekoniecznie ukoi ból Rahula, to nadal bedzie ciążyć na ich wspólnym życiu.
I ja tak myślę. Rahul chyba do końca życia będzie żył z traumą odrzucenia i będzie się starał zasłużyć na miłość i akceptację ojca. Inaczej Rohan, który nawet się nad tym nie zastanawia, on je ma zawsze, w naturalny sposób. Rohan robi dokładnie to, czym Rahul rozgniewał ojca i za co został wygnany z domu - żeni się z kobietą z TEJ rodziny. I co? Nic, wszyscy się cieszą na ślubie. Nie wiem, czy to skutek tych dziesięciu bolesnych lat, których nikt już nie chce powtarzać, czy fakt, ze Rohan jest "innym" synem. I trochę lepszym, bo własnym i trochę gorszym, bo drugim i (w dzieciństwie) mniej udanym.
K3G było moim pierwszym spotkaniem z bollywood. Ogromnie się na nim wzruszyłam. Film ten porusza całą gamę uczuć: przez radość, smutek, łzy i gniew po nadzieję, że wszystko dobrze sie ułoży. Szczególnie wzruszła mnie bardzo silna więź pomiędzy matką i synem, której nie umniejszyła ani o trochę dziesięcioletnia rozłąka. Gratulacje dla Karana Johara, który tak pięknie nagrał tę historię.
Lubię w filmach Karana właśnie tą niejednoznaczność i jakąś słuszność po każdej stronie.
Z jednej strony odrzucenie ze strony ojca w połączeniu z wcześniejszym zakazem mówienia o jego pochodzeniu, te 10 lat musiało być niewyobrażalnie ciężkie. A z drugiej Yasha pewnie wychowano w ten sam surowy sposób, pewnie i on musiał bezwzględnie być ojcu posłuszny. Zapewne uważał, że wystarczająco jasno okazuje synowi miłość. I pewnie też był święcie przekonany, że skoro Rahul zawinił powinien go przeprosić, a słowa wykluczające go z rodziny mogły z punktu widzenia Yasha być tylko słowami wypowiedzianymi w gniewie.
Może też dla niego zachowanie Rahula, było zachowaniem godnym jego pierworodnego i następcy, a nie chłopca, który stara się zasłużyć na miłość ojca.
Zastanawiam się też, czy być może przyczyną naigrywania z Rohana się z jego tuszy i nieporadności nie było przekonanie, że jemu nie wolno, że ojciec nie kochałby go tak samo, jak Rohana.
I też nie mogę znieść łez w oczach Shahrukha, mordercze instynkta względem krzywdziciela się we mnie wtedy budzą.
Shanti21
2008-12-19, 20:36
Film jest super W zasadzie napisałyście wszystko co można by było powiedzieć - od niego wszystko się zaczeło Karan jest jednym z najlepszych reżyserów, każdy jego film ma coś szczególnego w sobie. W święta będzie w tv 26.12. na tv4 o 13.40
agawolf
2008-12-31, 09:13
Ostatnio tak mnie nachodzą porównania z tego filmu do tego co się działo u nas. Większość moich rówieśników wspomina, że rodzice rzadko ich przytulali. Większość (nie wszyscy) została wychowana surowo w atmosferze poleceń i braku czułości. Wielu rodziców nie umiało przytulić swoich dzieci powiedzieć prostych słów miłości. Cały czas piszę tu o pokoleniu rodziców moich rówieśników czyli osób z rocznika 1970-1980 .
Podobnie ojciec Rahula surowy i wymagający oczekiwał spełnienia swoich marzeń przez syna. Nie potrafił zaakceptować jego odmienności. Zupełnie inaczej zachowuje się Rahul. Śpi z własnym synem w jednym łóżku!( ) Prawdopodobnie, rzecz nie do pomyślenie dla jego ojca (dla mojego zresztą też:)) Takiej czułości i wyrozumiałości zabrakło Rahulowi, żeby próbował rozmawiać z ojcem i przekonać go do swojego wyboru.
Postawa ojca przy pożegnaniu syna świadczy jak bardzo jest zraniony, upokorzony nieposłuszeństwem i tym, że w jego nieskazitelnym świecie pojawiła się rysa.
Zabrakło w tym wszystkim tej miłości tak niby obecnej w życiu całej rodziny, z której był taki dumny.
Powinni ten film obejrzeć wszyscy rodzice po to, aby przypomnieć sobie, że dzieci wychowujemy nie dla siebie, ale dla świata i tylko od nas zależy, czy będą do nas wracać. Nie wraca się do więzienia tylko do spokojnego i pięknego domu, a od nas rodziców zależy czy tak dzieci będą wspominac miejsce gdzie się wychowały.
Z okazji wigili zaraz nasuwa mi się dywagacja, moja znajoma co roku obchodzi wigilię w swoim domu w gronie swojej rodziny (męża i dzieci), jej rodzice również samotnie (w tym samym mieście). Na pytanie dlaczego nie spędzają tego czasu razem, odpowiedziała, że ona:"chce wigilę spędzić w swojej rodzinie z swoimi dziećmi", zapomniała, że kiedyś te dzieci dorosną i będą kopiować jej postępowanie i wtedy zostanie sama przy tym stole. Dlatego apeluję, spędzajmy święta z rodzicami, wtedy jest szansa, że równiez jak będziemy dojrzalsi to święta staną się przyjemnym wspólnie spędzonym czasem.
Dywagując dalej Myślę, że dlatego większości z nas podobają się filmy bolly ponieważ kładą mocny nacisk na silną więź rodziców z dziećmi i obopólny szacunek za czym tęsknimy i wierzymy, że jest czymś pięknym i trwałym.
Mowilka
2008-12-31, 10:45
Myślę, że dlatego większości z nas podobają się filmy bolly ponieważ kładą mocny nacisk na silną więź rodziców z dziećmi i obopólny szacunek za czym tęsknimy i wierzymy, że jest czymś pięknym i trwałym.
Pięknie napisałaś i ja się pod tym podpisuję.
W K3G również zostało powiedziane: "jesteś naszym synem a o adopcji nie wspominamy w tym domu" a jednak, kiedy nalezało zranić i uderzyć ojciec wiedział jak to zrobić i wiedział co zaboli najbardziej.
I myslę, że to właśnie był powód tak długiego milczenia i odsunięcia się Rahula od rodziny. Zupełnie inaczej sprawa wyglądałaby gdyby Rahul był rodzonym synem a nie adoptowanym. Takie dzieci (bez względu na wiek - czy są nastolatkami czy dorosłymi już ludźmi) bardzo przeżywają każde skarcenie swoich przybranych rodziców. Rahul został wyrzucony i przyjął to dosłownie. Musiał od samego początku czuć się niepewnie jako syn w tej rodzinie. Przed tym dramatycznym momentem on cały czas stara się udowadniać, że jest godzien miłości rodziców, że na nią zasługuje. Przez cały czas jego postawa ma znamiona wdzięczności i uniżenia. Gdy zostaje odrzucony przeżywa to dużo silniej i bolesniej niż rodzony syn. "Jesteś naszym synem a o adopcji nie wspominamy w tym domu" to tylko słowa, które nie mogą dać 100% pewności - niepewność serca i te wieczne niepokoje trwały latami. Myślę, że Rahul od momentu gdy poznał prawdę (adopcja) obawiał się odrzucenia, cały czas starał się i pracował na "miłość". I przyszedł moment gdy usłyszał najboleśniejsze słowa. Wszystko pękło, wszystko się rozerwało. Nie wracał do domu nie dlatego że był zbyt dumny czy obrażony na rodziców. On nie wracał bo był święcie przekonany, że go już nie chcą, że ich miłosć nie była prawdziwa. On tak czuł w swoim adoptowanym sercu, w swojej przygarniętej duszy. "Nie kochają mnie, nic dla nich nie znaczę" - pomyśli w takiej sytuacji każde adoptowane dziecko. Będzie tęsknić, będzie płakać ale samo nie pójdzie ... smutna prawda
Aaaa ... tam ... czas nam pod piramidy.
"Cicho! Istnieją nie tylko więzy przyjaźni. Są więzy, których nie rozumiemy. Nie musimy ich rozumieć"
"Nie ściskam za mocno?"
"Więzy, których nie da się nazwać. Można ich jedynie doświadczyć"
"Nie boli?"
"Więzy pozbawione jakichkolwiek granic. Bezgraniczne"
"Nie boli?"
"Więzy łączące serca. Więzy namietności, więzy miłości"
"Bolało?"
"Mnie też"
"I jeszcze jedno - teraz już na pewno przejmę tę waszą cukiernię"
iiiii ...
Suraj Hua Maddham ... rozmarzyłam się.
GosiaJG
2009-01-01, 22:44
Od dziecka uczą się, że sprawy rodzinne są ważniejsze od własnych pragnień.
Znowu mogłabym się tu odwołać do tego, co czytałam w książce o przemocy i konflikcie w Indiach - to społeczność się liczy, nie jednostka. Dążenia i cele społeczności. Indywidualizm jest czymś, co nie jest "naturalne". Naturalne jest wypełnienie swoich społecznych obowiązków.
W związku z tym też, jak sądzę, trudna jest sytuacja sierot w społeczeństwie indyjskim. I można na postać Rahula popatrzeć też z tej strony.
Bo sierota to osoba nieprzynależąca do żadnej grupy, kasty. Czyli ktoś "znikąd". Nie wiadomo, jakie są jej obowiązki i zadania.
Dlatego być może tak wielkoduszny jest gest rodziców Rahula - i tak bolesne potem dla niego ich odrzucenie.
agawolf
2009-01-02, 12:55
trudna jest sytuacja sierot w społeczeństwie indyjskim. I można na postać Rahula popatrzeć też z tej strony.
Bo sierota to osoba nieprzynależąca do żadnej grupy, kasty. Czyli ktoś "znikąd". Nie wiadomo, jakie są jej obowiązki i zadania.
Dlatego być może tak wielkoduszny jest gest rodziców Rahula - i tak bolesne potem dla niego ich odrzucenie.
Nigdy nie brałam pod uwage tego aspektu sprawy, prawdopodobnie przez zbyt słabą znajomość kultury indyjskiej. Zmienia to mocno mój sposób postrzegania ojca. Przedtem jego zgodę na adopcję traktowałam raczej jako wspaniałomyślny gest, który miał sprawić, że jego idealny świat będzie prawdziwy. w tym kontekście jak powyżej, ta decyzja nabiera zupelnie innego wymiaru i znaczenia. Jest dużo bardziej wielkoduszna. Zaraz zaczynam się zastanawiać nad pochodzeniem Rahula...Chociaz z wymowy filmu raczej myślę, że musiał pochodzic z kasty równej rodzinie, która go adoptowała. Nie wierzę, że Yash przyjąłby pod dach kogoś z niższej kasty.
GosiaJG
2009-01-02, 15:17
Chociaz z wymowy filmu raczej myślę, że musiał pochodzic z kasty równej rodzinie, która go adoptowała. Nie wierzę, że Yash przyjąłby pod dach kogoś z niższej kasty.
Masz rację - i pewnie właśnie tak było. Ta dyskusja zachęciła mnie do poszukania informacji na ten temat. Dziękuję za inspirację. Jak coś znajdę, to się podzielę.
agawolf
2009-01-03, 10:41
Ponieważ od niecałego roku zachwycam się bolly i tolly (:)) nadal ten film jest dla mnie świeży i nie jestem "przemielona" wielowątkowymi dyskusjami na jego temat z innych miejsc:). Nadal się nim zachwycam, jego niedociągniecia mnie wzruszają i cieszą. Nadal traktuję ten film smiertelnie poważnie:) na równi z jego przeslaniem. Jako rodzic uważam go za film obowiązkowy dla własnych dzieci i męża. Uświadomił mi sporo rzeczy, o których staram się pamiętać w zyciu codziennym.
Ponieważ od niecałego roku zachwycam się bolly i tolly (:)) nadal ten film jest dla mnie świeży i nie jestem "przemielona" wielowątkowymi dyskusjami na jego temat z innych miejsc:). Nadal się nim zachwycam, jego niedociągniecia mnie wzruszają i cieszą. Nadal traktuję ten film smiertelnie poważnie:) na równi z jego przeslaniem.
Mam tak samo. Bardzo lubię ten film, wzruszam się do łez po raz nie wiem już który, czasami w tych samych a czasami w innych momentach. Możnaby rzec, że za każdym razem odkrywam ten film na nowo. Absolutnie mi się nie dłuży, nie nudzi, nie irytuje. Przeżywam za każdym razem emocje, utożsamiam się z uczuciami i losami bohaterów. I tak jak u Ciebie - to wszystko jest dla mnie świeże i bardzo prawdziwe. Bolą mnie niektóre opinie, igraszki "starych" bollymaniaków i żarty na temat K3G. To samo dotyczy innych filmów, przemielonych na wskroś przez weteranów. Dla nich to być może już nuda, schemat i karykatura. Dla mnie nie. I takie luźne żarciki bolą mnie niejednokrotnie. Staram się nie czytać już teraz. Skończyłam zapoznawanie się z opiniami innych na dywagacjach na temat jednego pryszcza ... i już mi starczy.
Dla mnie to też ukochany film.Jeden z tych, które mogę oglądać bardzo często (obok DDLJ,KKHH,KANK i OSO).
Cieszę się, że spędziłam jeden ze świątecznych dni, oglądając K3G w telewizji, bo to jednak inne przeżycie niż oglądać na dvd, tym bardziej,że dialogi były inne.Tym samym powiększyła się statystyka obejrzanych przeze mnie filmów w TV w 2008 roku do dwóch sztuk (obejrzałam jeszcze Casino Royale).
Seans K3G to dla mnie piękne, piękne przeżycie.
irwomen
2009-01-03, 12:50
Ten film jest piękny, ale nie można go chyba interpretować wg tradycyjnych prawideł sztuki filmowej. Jego piękno odkryć można dopiero wtedy, gdy przyjmiemy go poprzez emocje, jakie wywołuje. Sam problem ukazany w K3G jest uniwersalny, ale sposób jego ukazania nie w "pełni" odpowiada kulturze europejskiej. Weźmy np scenę z dorosłym już Roshanem, ma on problem z zawiązaniem sznurowadeł i nagle pomaga mu w tym stara piastunka, która chwilę wcześniej rozpoznała w nim swoje "dzieciątko". Sytuacja absurdalna, ale zawsze widząc tę scenę nie mogę opanować nagłego szlochu :-) A ci płaczący mężczyźni? W rzeczywistości pewnie nie potrafiłabym tego znieść, ale w tym filmie ich płacz jest piękny i poruszający. Najbardziej wymyka się klasycznym ocenom mimika aktorów. Ale i ona (szczególnie w przypadku Anhali i Rahula) przydaje dziełu pewnego poloru i swojskości. Ale i tak za najwspanialsze zjawisko uznałam muzykę i to ona razem z pięknymi obrazami w K3G czaruje najmocniej.
GosiaJG
2009-01-03, 13:36
Należę do tych, którzy wiele filmów "przemielili" w różnych dyskusjach, nie tylko na bollywood.pl (nie chodzi mi o rozmowy na temat bzdetów albo próby udowodnienia, że Rahul był niewdzięcznym potworem ). Wpłynęło to na mój odbiór o tyle, że dowiedziałam się przy okazji nowych rzeczy (np. gdy oglądałam w kinie film po raz pierwszy, trzy lata temu, nie miałam pojęcia o tym, że kolorem żałoby w Indiach jest biel, pierwszy raz widziałam gest dotykania stóp na znak okazywania szacunku itd.).
"Kabhi Khushi Kabhi Gham" nadal robi na mnie wielkie wrażenie. Nadal porusza mnie ta historia, jest niezwykle prawdziwa. Nadal serce mi pęka, kiedy Rahul odchodzi z domu, nadal nienawidzę Yashvardana, kiedy odrzuca syna, wciąż płaczę z Nandini i przyklaskuję jej, kiedy mówi Yashowi: "Jesteś tylko mężem". Zawsze mam dreszcze w scenie bransoletkowej i podczas ślubu.
Myślę, że to kwestia podejścia, a nie tego, kiedy się film widziało i ile innych zobaczyło się od tego czasu.
Według mnie bardzo trudno we współczesnym świecie nakręcić film bez odrobiny cynizmu, otwarcie poruszający, mówiący wprost o miłości, szacunku, pewnych niezmiennych wartościach. O wiele łatwiej ukryć takie przesłanie np. w ramach komedii romantycznej. Ale ja szanuję i cenię Karana Johara właśnie za to, że jest bezwstydnie emocjonalny.
I jeszcze chcę dodać, że kocham płaczących i szlochających mężczyzn. Taka perwersja.
Mowilka
2009-01-04, 19:08
(...) kiedy nalezało zranić i uderzyć ojciec wiedział jak to zrobić i wiedział co zaboli najbardziej. Coś w stylu "trupa w szafie" w końcu sie wysypie.
Myślałam dziś o K3G i o tej trudnej sytuacji rodzinnej, o której pisała Aga. Przypomniałam sobie moje dawne, pierwsze wrażenia z seansu. To był pierwszy seans bollywoodzki i pierwsze zetknięcie z tak hierarchicznie zorganizowaną, wielopiętrową rodziną, w której każdy ma swoje miejsce i zna je. Starszy syn jest dumą rodziców i ich dziedzicem. Czci ich niemal bałwochwalczo. Młodszy jest rozpieszczany i hołubiony. Matka i babcie są od kochania. Ojciec jest bogiem tej gromadki. Decyzje podejmuje w imieniu wszystkich (żona dla syna, szkoła z internatem dla drugiego). Pamiętam swój szok na widok aż tak twardej postawy ojca i tak wielkiej pokory syna.
Przypomniałam sobie też druga stronę medalu, która mnie wtedy urzekła. Ta rodzina, obejmująca też babcie i w pewnym sensie, piastunkę Rohana, jest tak ścisłą jednością, że utrata jednego jej członka stanowi wręcz okaleczenie, jak amputacja kończyny w żywym organizmie. Rahul jest adoptowany. Ojciec "wypisuje go" z rodziny. Chłopak kłania mu się do stóp i odchodzi z świeżo poślubioną żoną (pamiętacie rozpacz Anjali, że zaczynają nowe życie bez ojcowskiego błogosławieństwa? Weźmie je sobie potem sama - ta scena zawsze łapie mnie za gardło). I od tego czasu rodzina zamiera. Babcia czuje, że nie może umrzeć w spokoju. Matka gaśnie w oczach. Dom pustoszeje i cichnie (znaczące dwie sceny diwali - kiedy jest Rahul, są też ludzie, jest wielkie święto. Po 10 latach przed domowym ołtarzykiem stoją tylko trzy osoby). Nikt nie jest szczęśliwy. Dla kobiet tego domu nie ma najmniejszego znaczenia to, czy Rahula urodziła Nandini czy inna kobieta - on jest ich dzieckiem, ich częścią. Pamiętam, jak byłam poruszona i zachwycona tą wizją.
agawolf
2009-01-04, 20:41
utrata jednego jej członka stanowi wręcz okaleczenie, jak amputacja kończyny w żywym organizmie
Świetne porównanie, bardzo mocno jest to uwypuklone właśnie w tym filmie. Kocham ten film także za tą bezpośredniość przekazu. Często żałuję, że u nas zaginęła ta tradycja opieki nad starszym pokoleniem i mieszkamy wszyscy osobno, jest to bardzo wygodne, ale smutne....
arduinna
2009-01-05, 10:18
Mnie się wydaję, że to nie ma aż takiego znaczenia. Jeśli ktoś chce mieć dziecko, to nie wiem czy to ważne, że jest adoptowane czy "własne", czy to chłopiec czy dziewczynka itp. Ale ja mogę tak myśleć, dlatego że nie posiadam instynktu macierzńskiego Dla Nandini Rahul był synem, a dla Yashovardhana własnością, której się pozbył bo nie spełniała jego oczekiwań.
meggi27
2009-01-05, 11:40
Teraz ja się wypowiem dla równowagi.
Nie lubię tego filmu, drażni mnie bardzo. Próbowałam się do niego przekonać 3 razy i za każdym razem przewijałam pewne momenty.
Po pierwsze - nie znoszę pary Kajol - SRK(tylko filmowo, żeby nie było). Gdy razem grają nie widzę pomiędzy nimi żadnego uczucia, żadnej osławionej chemii, czymkolwiek ona jest. Pasują mi jedynie na kumpli, takich jak grali w pierwszej połowie KKHH. W innych przypadkach mówię zdecydowanie nie.
Po drugie - historia miłosna. Wiele osób mówi, że ten film jest taki romantyczny, że tak pięknie pokazana jest w nim miłość. Ja tego kompletnie nie widzę. Rahul widzi pierwszy raz Anjali i już z miejsca się w niej zakochuję. Nie mija chwila, a już są po ślubie. Parę spojrzeń, jedna piosenka i już jest wielka miłość - nie lubię czegoś takiego. Bardzo żałuje, że została wycięta scena, gdy Rahul i Anjali w czarnej sukni tańczą przed domem. To piękna scena i wprowadziła by do filmu trochę romantyzmu.
Po trzecie - nawet jak na Bollywood ten film jest dla mnie zbyt kiczowaty, ilość łez wylanych chyba denerwuje mnie najbardziej. Rahul płacze, gdy nie może być z Anjali, gdy już z nią jest, to płacze, bo ojciec nie chce tego zaakceptować. Matka płacze, bo rozdzielono go z synem. Rehan(Rohan)płacze, bo rozdzielono go z bratem. Dla mnie to jest bardzo męczące. Bardzo nie lubie postaci w filmie . Rahul jest bez charakteru., mało męski. Anjali jest głupią , nieokrzesaną, trzpiotką. Yash jest zatwardziałym, ślepym na uczucia człowiekiem. Jedynymi osobami, które podobają mi się w filmie jest Naina i Pooja. Wprowadzają trochę rozrywki do filmu.
Nie wszystko w filmie mi się nie podoba - piękne i zachwycające są krajobrazy, kolory. Uwielbiam piosenkę Suraj.. jest pięknie zobrazowana. Nie można tez przejść obojętnie nad urodą Kajol. która jest tu nadzwyczaj wyeksponowana. Lubię niektóre wspólne momenty Rahula i Anjali, ale jest ich bardo mało. Nie skreślam jeszcze całkowicie filmu. Może przyjdzie dzień, kiedy mi się spodoba. W końcu dzięki niemu zaczęła się moja przygoda
przepraszam za ewentualne błędy, ale pisze z pracy.
Rahul jest bez charakteru., mało męski.
Film bardzo lubię, postać Rahula również, ale co do męskości to troszkę przyznam tutaj Tobie racji.
Nie mam takiego odczucia w Mohabbatein, ale w K3G, kiedy Shahrukh występuje w scenach z A.Bachchanem robi wrażenie małego, bezradnego chłopca. Tylko, że tutaj gra jego syna i pewnie stąd to odczucie.
A co do charakteru, to nie zgodzę się z Tobą.W końcu sprzeciwił się woli rodziców (właściwie ojca), wybrał miłość. Nie tylko wziął ślub bez akceptacji rodziny, ale i wybrał żonę z niższej kasty. To naprawdę wymagało silnego, zdecydowanego charakteru.
Wiązało się to przecież z oderwaniem od rodziny, ojczyzny, rozpoczęciem nowego życia niemal od zera.
meggi27
2009-01-05, 12:36
A co do charakteru, to nie zgodzę się z Tobą.W końcu sprzeciwił się woli rodziców (właściwie ojca), wybrał miłość. Nie tylko wziął ślub bez akceptacji rodziny, ale i wybrał żonę z niższej kasty. To naprawdę wymagało silnego, zdecydowanego charakteru.
Wiązało się to przecież z oderwaniem od rodziny, ojczyzny, rozpoczęciem nowego życia niemal od zera.
W sumie masz też dużo racji, ale cały czas przy Yashu zachowuje się jak bezradny, zagubiony chłopaczek. Nawet, gdy mu się sprzeciwia, boi się jego reakcji. Brak mu siły ojca. Jest słaby.
GosiaJG
2009-01-05, 16:24
Dla Nandini Rahul był synem, a dla Yashovardhana własnością, której się pozbył bo nie spełniała jego oczekiwań.
Mimo wszystko nie oceniałabym ojca aż tak surowo, bo powyższa wypowiedź zdaje się sugerować, że Rahul nie był tak naprawdę dla niego ważny. Przecież Yash kochał swojego syna. Oczywiście, miał wobec niego oczekiwania, ale czyż rodzice nie mają ich wobec swych pociech? Można uznać, że zachował się w sposób przesadny, ale po pierwsze - to film, więc musiał zostać zachowany dramatyzm fabuły. A po drugie - cały czas zwracam uwagę, że to nie jest kultura europejska i odczytywanie pewnych elementów filmu w odniesieniu do jej podstaw prowadzi do błędnych wniosków.
"Społeczeństwem powinna rządzić dharma. (...) Dharma to właściwe postępowanie, prawość, wypełnianie obowiązku". Każdy człowiek istnieje przede wszystkim jako jednostka społeczna. "Prawo jednostki do odrębności praktycznie nie istniało (...) obowiązek społeczny jest obowiązkiem jednostki; dobro społeczne jest jego dobrem. Cele jednostkowe i społeczne zlewają się w jedno. Taka idea życia zakłada zaprzeczenie praw naturalnych w kształcie znanym w nowożytnej Europie".
Powinnością syna jest być posłusznym ojcu. Inne postępowanie jest wystąpieniem przeciw dharmie.
W zasadzie to, co zacytowałam powyżej, uzasadnia też, dlaczego nie zgadzam się z tym stwierdzeniem:
meggi27
2009-01-05, 16:43
Anjali na pewno nie posiada ogłady, jest zbyt bezpośrednia - ale nie sądzę, by Rahul związał się z głupią kobietą.
Może rzeczywiście trochę źle się wyraziłam. Chodzi mi o to, że Anjali ma taki denerwujący styl bycia - jest głośna, prosta, momentami ograniczona. Denerwują mnie takie postacie. Lubię w filmach inteligentne kobiety, którą mogą sobą coś pokazać, a Anjali jest jak burza - wpadnie, nakrzyczy i wypadnie. A jeśli chodzi o Rahula to racja - z jednej strony jest odważny, bo wbrew tradycji, wbrew wszelkim normom jakie panują w jego rodzinie, jak i w społeczeństwie ma odwagę pójść za głosem serca. Jednak z drugiej strony tak jak mówiłam - boi się ojca i boi się tego, że zawiódł jego oczekiwaniom, płacze, gdy ojciec go odrzuca i odchodzi ze spuszczoną głową. Wiem, że nie miał innego wyjścia, ale irytuje mnie ta postać. Brak mu charyzmy, jaką ma np. Dev, Shankar czy Kabir. Jest po prostu bezbarwny.
Wiem, że ten film się większości podoba i zastanawiałam się, czy w końcu napisać co o nim myślę, ale tak jak mówiłam, mam nadzieję, że może kiedyś się do niego przekonam.
arduinna
2009-01-05, 17:34
Mimo wszystko nie oceniałabym ojca aż tak surowo, bo powyższa wypowiedź zdaje się sugerować, że Rahul nie był tak naprawdę dla niego ważny.
Mogłam się trochę zapędzić Uważam, że Yash kochał syna, ale nie w taki bezwarunkowy sposób w jaki kochała go Nandini.
Musimy pamiętać, że film ten opowiada nie tylko o miłości (między kobietą a mężczyzną, oraz więzami rodzinnymi), lecz również o zmianie obyczajów. Bardzo kluczowe są tu rozmowy między Nandini i Yashem, ta apropos aranżowanych małżeństw kiedy ona twierdzi, że czasy się zmieniły, a on twierdzi że "Nic się nie zmieniło", oraz uwielbiana przeze mnie rozmowa na huśtawce, kiedy Nandini po raz pierwszy przeciwstawia się mężowi ("Mój mąż jest tylko mężem, a nie bogiem!"). Konflikt pokoleń i zmiany obyczajów pokazane są też poprzez Rahula I Pooję. Tutaj to Rahul, jeszcze niedawno (w pierwszej połowie filmu) zbuntowany i otwarty na zmiany młodzian, jest konserwatywną stroną, podczas gdy półnaga Pooja reprezentuje "przyszłość". Zmiany nie są jednak łatwe. Yashwardhan nie potrafi z początku zaakceptować "nowych zwyczajów" Rahula, tak jak i Rahul nie potrafi zaakceptować znikomej garderoby Pooji.
Nie wydaje mi się jednak, abym mogła powiedzieć, że Yash nie kochał Rahula. Kocha go i to bardzo. Po prostu nie potrafi tego pokazać. Być może i jego ojcieć nie okazywał mu uczuć... Nawet na potrecie wygląda przeciez na osobe zimna i stoi w pozycji "zamknietej" z rękoma skrzyżowanymi na piersi. A kiedy Yash mówi "Właśnie udowodniłeś, że nie jesteś moim synem." nie mówi tego, dlatego, że naprawdę tak myśli. Jest zły, zagniewany. Syn uraził jego dumę i zranił jego ego. Tak jak większość ludzi, Yashwardan jako formę obrony wybiera atak. Przyparty do muru i nie mając zbyt wielu rzeczowych argumentów, wybiera uderzenie w najsłabszy punkt Rahula, jego piętę achillesową. Wypomina mu, że jest adoptowany, aby sprawić mu ból. Jest to akt desperacji. Wstyd się przyznać, ale i mi zdarzyło się wykorzystać podobny manewr, kiedy podczas kłótni z koleżanką, która ma nadwagę, wrzasnęłam w końcu: "Tak?! A ty jesteś gruba!" Nie miało to nic wspólnego z tematem naszej kłótni. Chciałam ją po prostu zranić. I bardzo tego później żałowałam.
A stając w obronie Rahula. Może rzeczywiście za bardzo się trzęsie podczas płaczu... Lecz nie wydaje mi się, aby bał się on ojca. Nie jest tez słaby. Nawet pomimo tego, iż rodzice nigdy nie dali mu odczuć, że jest adoptowany, on podświadomie stara się "zasłużyć" na ich miłość. A nic nie boli bardziej, kiedy czyje się brak akceptacji ze strony osoby Ci najbliższej... Znam tę sytuację z autopsji, gdyż przechodzę przez dokładnie to samo w tej chwili z moją mamą... Nic nie boli tak bardzo, jak kłótnie z rodzicami... Nic! Rozumiem Rahula i czuję to co on. Nie uważam się jednak za osobę słabą.
Mowilka
2009-01-05, 22:04
Mam bardzo ambiwalentne uczucia w stosunku do K3G.
Będę go zawsze kochać, za to, że był pierwszym, zainfekował i otworzył świat filmów hindi. Jednak, po obejrzeniu już z setki z okładem innych filmów stwierdzam, że gdyby dziś Karan Johar nakręcił taki film, byłabym rozczarowana.
Ma on wszystko, co może złowić widza. Ma też masę tego, co może go zniechęcić, odstraszyć. Jest niezwykle piękny, barwny, wysmakowany, a jednocześnie utrwala stereotypy obiegowych opinii o filmach „o miłości i rodzinie, w których wszyscy płaczą, a całość kończy się weselem”. Ma w obsadzie zapierające dech w piersiach gwiazdy, a jednak żadna z nich nie stworzyła pamiętnej kreacji. Świąteczna projekcja filmu zjednała
rzesze nowych wyznawców, same wiemy, ile z nas jest tutaj dzięki K3G. A pewnie równie wielką liczbę zraziła. Pamiętam wielką prawie - wojnę o K3G stoczoną na innym, nie-bollywoodzkim forum filmowym. I tak dalej i tak dalej.
Podejrzewam, ze dla Shahrukha także nie jest to ulubiony film. Z jednej strony - był wielkim międzynarodowym hitem, dzięki któremu otwarły się dla filmów hindi takie rynki jak Niemcy czy Polska. Shahrukh potrzebował wtedy sukcesu, wykopywał się dopiero z trudnego okresu w karierze, kiedy to klapy i porażki sypały się jedna za drugą. Jego notowania strzeliły w górę - a jednocześnie K3G zabrał widownię Asoce, filmowi jego własnej produkcji, o klasę lepszemu, moim zdaniem.
GosiaJG
2009-01-05, 22:58
Jednak z drugiej strony tak jak mówiłam - boi się ojca i boi się tego, że zawiódł jego oczekiwaniom, płacze, gdy ojciec go odrzuca i odchodzi ze spuszczoną głową.
Jak napisałam - to nie jest kwestia strachu. Trudno, żeby Rahul odchodził z radością po słowach ojca. Zgadzam się ze słowami Cigany - Yash świadomie uderzył w najbardziej czuły punkt, tak jak często robimy instynktownie, w samoobronie. Był na tyle inteligentny, że chociaż wiedział, że obdarza syna miłością, miał świadomość, że ten zawsze będzie czuł, iż musi sobie na tę miłość zasłużyć. W tym momencie tę wiedzę wykorzystał.
Płaczu Rahula nigdy nie postrzegałam jako umniejszenia męskości czy oznaki słabości. Trudno nie płakać w takiej chwili, odchodząc bez błogosławieństwa ze świeżo poślubioną żoną, która niedawno przeżyła tragedię - kiedy odrzuca ktoś najbliższy.
Rahul przełamywał tradycję, ale nie robił tego z własnej woli, tylko ze względu na okoliczności. Jak bardzo jest tradycyjny, widać w drugiej części filmu; jego stosunek do roznegliżowanego looku Pooji (inna sprawa, że gdyby tak do mnie na lekcje przyszła... ), pamięć o przeszłości; przypominam, że to on pracuje zawodowo, nie Anjali - być może także dlatego, że nie miała odpowiedniego wykształcenia, dopiero Pooja mogła się uczyć w dobrej szkole dzięki pieniądzom szwagra.
Cigana, dziękuję za Twojego posta.
To nie jest mój najukochańszy film, to nie jest film bez wad, nie jest dziełem wybitnym. Oczywiście, że "Asoka" jest dużo lepszy. A jednak zawsze będę bronić "K3G" przed spłycającym postrzeganiem, sprowadzającym się do obserwowania przysłowiowego już pryszcza.
Mowilko, Karan nakręcił ten film lata temu i podobnie, jak nie zrobi już drugiego "Kuch Kuch Hota Hai" (co też byłoby rozczarowujące), nie zrobi też filmu jak "K3G". Pokazał w "KANK", jak się rozwinął, myślę, że pokaże też w "Khanie", za co trzymam kciuki.
A pewnie równie wielką liczbę zraziła.
Moim zdaniem to wcale nie jest dobry film "na pierwszy raz". Chociażby dlatego, że mnóstwo rzeczy umyka, bo jest zbyt powiązanych z indyjską kulturą. I zbyt pobieżnie (a zarazem błędnie) można pewne kwestie interpretować.
Z drugiej strony, jeśli ktoś jest nastawiony negatywnie, to skrytykuje cokolwiek - wiesz, że w tamtych sporach chodziło też o takie podejście.
Mowilka
2009-01-05, 23:08
Pamiętam Gosiu, pamiętam, choć wolałabym zapomnieć.
Zgadza się, ten film tkwi bardzo mocno w tradycji, obyczaju, religii także. Oglądając po raz pierwszy nie miałam pojęcia, jakie znaczenie ma diwali, czym jest karva chauth. Ba, nie wiedziałam, że najważniejszym chyba powodem oporu Yashvardana wobec synowej in spe jest nie jej ubóstwo czy nieokrzesanie, ale wyznanie. Anjali była muzułmanką - dowiedziałam się o tym dopiero w komentarza Karana do filmu. A jeszcze później przeczytałam, jak wielkim problemem są jeszcze dziś mieszane małżeństwa w Indiach
meggi27
2009-01-05, 23:39
Gosiu mi nie chodzi o to, że boi sie go w takim sensie jako osoby, tylko właśnie boi się jak na to zareaguje, że może go odrzucić. Widać, że jest bardzo od niego uzależniony i liczy się z jego opinią. Mnie to bardzo denerwuję, może dlatego, że ja mam wręcz odwrotnie i nie zależy mi na czyjejkolwiek opinii czy aprobacie.
Mowilka
2009-01-06, 00:11
Mnie to bardzo denerwuję, może dlatego, że ja mam wręcz odwrotnie i nie zależy mi na czyjejkolwiek opinii czy aprobacie.
Myślę, że o tym właśnie pisała Gosia, cytując książkę. Tobie może nie zależeć, jesteś członkiem innej społeczności, w której jednostka jest bogiem. W naszej kulturze jesteś ciągle zachęcana, żebyś "wyraziła siebie", "była sobą", "odkryła swoje prawdziwe ja". W kulturze indyjskiej nie jesteś jednostką, żyjesz w konkretnym układzie, jesteś częścią społeczności, rodziny, klanu. Masz w tym układzie wypełnić swoją powinność, mówiąc najprościej. Nie liczy się twoja wola, a już na pewno nie zachcianki czy kaprysy. To rodzice decydują o twoim małżeństwie, które ma być zawarte tak, żeby rodzina dzięki niemu wzrastała. Tak było dawniej, tak się dzieje nadal. Madhuri Dixit będąc u szczytu gwiazdorstwa, pozwoliła się wyswatać, zawarła aranżowane małżeństwo! Rahul wyłamuje się z tego układu, ale cierpi za to przez długich dziesięć lat. Nie wyłamałby się zresztą, gdyby nie inna powinność - opieki nad osieroconą Anjali (szedł do niej, żeby powiedzieć, że z zaręczyn nici).
Ten film i dla mnie ma niezwykły czar, żeśmy go któregoś dnia z Vitą skrytykowały od góry do dołu i nie mówiłyśmy o pryszczach, zdania na temat jego wad nie zmieniłam, mimo to w święta obejrzałam go z otwartą buzią i nie mogłam się oderwać od ekranu.
Ale do rzeczy, dla mnie to najsłabszy film Karana. Za dużo w tym barszczu grzybów. Dwie historie miłosne chociażby, obie przez to nie rozwinięte do końca, też mi brakuje wyciętej sceny, w której Anjali i Rahul tańczą przed domem, niby wiadomo, że małżeństwo jest szczęśliwe, ale za mało jest scen, które to pokazują. Natomiast historia Rohana i Poo jest niedokończona. Błąd obsadowy przy dorosłym Rohanie, Hrithik niestety dość wyraźnie odstaje od reszty. A najbardziej razi mnie, że Anjali jest tu nośnikiem scen komediowych przez co jej postać jest niespójna, a i wątek romantyczny też na tym traci. Szkoda że Karan nie poszedł w przypadku wątków humorystycznych śladem debiutu, gdzie postacie mające wnieść humor były poboczne, a zabawne sceny z głównymi bohaterami wynikały z sytuacji i nie zakłócały spójności głównych postaci. Jednak życzę każdemu reżyserowi, żeby miał w swojej karierze chociaż jeden taki film, bo mimo tego jest to film świetny i główny wątek (spór Yash-Rahul) zawsze trzyma mnie za gardło.
A propos trudności ze zrozumieniem tego filmu z europejskiego punktu widzenia ten film bardzo mocno kojarzy mi się z "Buddenbrookami" Thomasa Manna. W obu dziełach najważniejszy jest ród i najstarszy syn od początku jest przygotowywany do roli głowy rodu, do związanego z tym splendoru, ale też obowiązków i ciężarów. Można powiedzieć, że jego przyszłość przesądziła się, kiedy Yash przekroczył próg swojego domu i podał go Nandini. Od tej chwili Rahul jest następcą i w przyszłości musi być tej roli godny oraz odpowiednio twardy, musi się wyrzec siebie, a jego życie będzie podporządkowane rodowi, jego sile, chwale. A w odpowiednim czasie sam równie surowo ma wychować swojego następce. Myślę, że Rahul podobnie jak Tom Buddenbrook jest tej roli świadomy, jest mu jednak zapewne dużo trudniej, bo wiedza to jedno, a jako adoptowane dziecko potrzebuje więcej ciepła i dowodów miłości niż biologiczne (o czym zresztą wspominałyście). Myślę też, że jego zachowanie, jego starania by sprostać oczekiwaniom ojca z jednej strony wyrastają z tej niepewności i walki o miłość surowego ojca, z drugiej jednak też ze świadomości, jak wielka odpowiedzialność na nim spoczywa, i jakie obowiązki go czekają. Podobnie jak Tom, jak napisała Mowlika postanawia się w imię obowiązku/rodu wyrzec miłości i tylko raczej dość nieszczęśliwy zbieg okoliczności odwodzi go od tego. Mogę też sobie wyobrazić, jak Yash i ojciec Yasha itd wstecz przeszli tą samą drogę i pewnie każdy z nich coś kiedyś w imię rodu musiał poświęcić, coś w sobie stłumić i stracić, ale zrobili to i zapewne żaden z nich nie żałował, bo nie oni byli tu ważni, ale ród.
W sumie nie jest to aż tak odległa postawa, skoro podobnym hołdowano i w Europie jeszcze nie tak całkiem dawno.
GosiaJG
2009-01-11, 01:34
Pogoda, my z Mowilką też już nieraz krytykowałyśmy "K3G". Dostrzegam jego wady bardziej niż kiedyś - a jednak ciągle jest to dla mnie film w jakiś sposób magiczny.
Dla mnie też stanowi to magię tego filmu, że mimo wad i to licznych każdy seans przeżywam równie mocno i jedynie fizjologia jest w stanie odciągnąć mnie od odbiornika.
Mowilka
2009-01-13, 13:38
(...) w przypadku Rahula jest podobnie, i że tez Anjali żadnego ślubu nie obiecywał, ani ona nie miała złudzeń w tej sprawie. Może tylko chcieli, żeby ten sen trwał trochę dłużej i może gdyby nie ten splot następujących po sobie nieszczęśliwych wydarzeń, Rahul i Anjali rozstaliby się podobnie jak Tom i Anna z kwiaciarni i nikt by nawet nie wiedział, że cokolwiek ich łączyło.
Teraz się nad tym dopiero zastanowiłam, czy rzeczywiście Rahul idąc do ojca, był zaręczony, czy chciał tylko powstrzymać ślubną machinę, która ruszyła po zaaranżowaniu małżeńswa z Nainą. Chyba masz rację, pogodo! W wersji kanonicznej filmu nie ma chyba sceny ani oświadczyn, ani nawet bezpośredniego wyznania. Są tylko piosenki - ociekające namiętnością Suraj..., z zakończeniem sugerującym, że to tylko piękny sen i Yeh Ladki Hai Allah, w której Rahul obiecuje Anjali weselny palankin. Ale to może być tylko po prostu element folkloru, przyśpiewka, przekomarzanie się chłopaka i dziewczyny. O ile pamiętam, to dosłowne wyznanie miłości następuje w scenie wyciętej z wesela Ruksar, z szeptanej rozmowy Anjali i Rahula po tym, kiedy wyplątują zamek naszyjnika Anjali zaczepiony o kurtę Rahula. Ale mogę się mylić. I chyba rzeczywiście jest tak, że Rahul idzie w monsunie do Chandni Chowk, żeby powiedzieć, że ... więcej nie będzie przychodził. I tyle.
W drugiej części jest jeszcze jedna żartobliwy niby, ale słodki obrazek uczuć łączących tę parę. Kiedy budzi ich śpiew Poo i Rohana, zrywaja się nieprzytomni ze wspólnego łoża i - zanim cokolwiek się stanie, Anjali składa usta do pocałunku i wysyła go w powietrze w kierunku Rahula. Mmmmm... może chce mu powiedzieć A-One, ji, A-One.
A scena pokazująca prawdziwą więź, która ich łączy, to ta po spotkaniu z nie widzianymi od 10 lat rodzicami w supermarkecie. Rahul płacze i opowiada Anjali całe swoje odrzucenie i ból, a ona prosi go, żeby wrócili do Indii. To chyba jedyna ich poważna i naprawdę piękna scena, jaka została w drugiej części filmu.
A scena pokazująca prawdziwą więź, która ich łączy, to ta po spotkaniu z nie widzianymi od 10 lat rodzicami w supermarkecie. Rahul płacze i opowiada Anjali całe swoje odrzucenie i ból, a ona prosi go, żeby wrócili do Indii. To chyba jedyna ich poważna i naprawdę piękna scena, jaka została w drugiej części filmu.
Oj tak, dziękuję za zwrócenie uwagi. W tym momencie filmu jestem już tak zmaltretowana i nerwy mam całe w strzępach, że jedyne, co do mnie dociera to ładunek emocjonalny tej sceny.
A to bezślubne rozwiązanie przyszło mi do głowy a propos toczącej się tu wcześniej dyskusji o powinności i chciejstwie. Wydaje mi się, że Rahul chyba nie miał złudzeń i musiał wiedzieć, że sam sobie żony nie wybierze, chyba że akurat będzie to ta sama dziewczyna, którą wybierze dla niego ojciec. Chociaż wiadomo serce nie sługa i może jakiś romantyczny poryw w stosunku do Anjali i chęć zaślubin mu mignęła. Anjali też chyba była tego świadoma, w końcu we wspomnianej przez Ciebie "Yeh Ladki Hai Allah" raczej nie daje wiary jego słowom, a jak piszesz może być ona tylko dla zaznaczenia folkloru. Wyciętych scen poza tą tańca na schodach nie pamiętam, więc nie wiem, czy tam się jakieś deklaracje znajdują. Jak znajdę chwilę i wyciągnę płytę z pudełka, co jest nie lada sztuką w przypadku mojego wydania, sprawdzę i dam znać.
Cały ten konflikt między chęcią i powinnością i zastanawianie się, która droga jest słuszniejsza, jest dla mnie bardzo ciekawym problemem.
GosiaJG
2009-01-13, 22:15
Teoretycznie to wiem i w końcu taka była wizja Karana, ale dla mnie film by nie ucierpiał, gdyby tej paraleli nie było, a za to więcej miejsca poświęcono by życiu małżeńskiemu Anjali i Rahula.
W całej rozciągłości się z Tobą zgadzam.
O ile pamiętam, to dosłowne wyznanie miłości następuje w scenie wyciętej z wesela Ruksar, z szeptanej rozmowy Anjali i Rahula po tym, kiedy wyplątują zamek naszyjnika Anjali zaczepiony o kurtę Rahul
Sprawdziłam w dodatkach i znalazłam napisy.
Tutaj są przetłumaczone dialogi z wyciętych scen.
I teraz to dopiero mam mętlik w głowie, bo tą scenę można interpretować dwojako. Równie dobrze można zrozumieć ją jako wyznanie miłości, ale ze świadomością, że małżeńska realizacja tego uczucia jest niemożliwa, jak i odwrotnie, bo na końcu Rahul mówi po raz kolejny o przejęciu sklepu, co może sugerować oświadczyny. Nie wiem, muszę chyba jeszcze raz obejrzeć i pomyśleć.
Mowilka
2009-01-14, 22:45
O ile pamiętam, to dosłowne wyznanie miłości następuje w scenie Nie wspomnę już o tym, że ktoś tego filmu nie lubi, a mimo to i tak idzie obejrzeć go w kinie, ale to już wyższa półka rozrywki.
Albo masochizmu, jak to kiedyś celnie oceniła Pawan
Pogoda, a czy mogłabyś zacytować to,co mówi Rahul? Ja niestety mam tę scenę w hindi, raz tylko oglądałam z tłumaczeniem. A gdybyśmy miały tekst, można by rozebrać wspólnie (nie Rahula bron Boże )
A gdybyśmy miały tekst, można by rozebrać wspólnie (nie Rahula bron Boże )
Wspólne rozbieranie Rahula, też jest bardzo kuszącą propozycją, tylko on by chyba zaprotestował. Szkoda swoją drogą, że to Poo taka porozbierana po domu chodziła, a nie Rahul. A propos Rahul wynurzający się z wody, co-za-piękny-chociaż-zabójczy-widok.
To cytuję Elfkę z bollywood.pl:
Anjali:
I accept (zgadzam się)
Rahul:
I too (ja też)
rahul:
I know, I know everything anjali. (wiem, wiem wszystko, Anjali)
Anjali:
What? (Co?)
Rahul:
That your heart wishes for the same thing as mine. I know every wish, every secret in your heart. (Że twoje serce chce tego samego co moje. Znam każde życzenie, każdą tajemnicę twojego serca)
Anjali:
Secret? what secret? (Tajemnicę? Jaką tajemnicę?)
Rahul:
That you have fallen in love with me. (Że zakochałaś się we mnie)
Anjali:
ji? (used as what?) (Co?)
Rahul:
Hmm…otherwise you would have let go of my hand long back.( Inaczej już dawno temu nie trzymałabyś mojej ręki)
Anjali:
oh!
Rahul:
What’s wrong anjali, I’m trying again and again to hold your hand and you’re trying again and again to let go. (O co chodzi, Anjali, próbuję wciąż i wciąż trzymać Cię za rękę, a ty wciąż i wciąż próbujesz odejść)
Anjali:
How can I hold your hand? Tied to this hand (to the fate of this hand) is a street which does not lead to your house and never will. (Jak mogę trzymać cię za rękę? Bycie przywiązaną do tej dłoni - do jej przyszłości/przeznaczenia - jest drogą, która nie prowadzi do twojego domu i nigdy nie będzie prowadzić)
Rahul:
Anjali, so what if our paths are separate. Our destination is the same…love. And your love I accept, I accept, I accept. (goes away…comes back) and one more thing…this halwaaii shop of yours I’m definitely going to seize. (Anjali, co z tego, że nasze ścieżki są oddzielne. Nasze przeznaczenie jest takie samo... miłość. A twoją miłość przyjmuję, przyjmuję, przyjmuję. (odchodzi i po chwili wraca) i jeszcze jedno... teraz to już definitywnie przejmę ten wasz sklep ze słodyczami)
Tłumaczenie z angielskiego - Kubiś.
Strategicznie poczekam na Twoją interpretację, albo innych chętnych do zabawy.
No tak, masochizm tez jest źródłem przyjemności i pewnie bardzo wyrafinowanej.
Mowilka
2009-01-15, 00:13
Nad koncepcją zrobienia czegoś Rahulowi WSPÓLNIE trzeba się poważnie zastanowić (na naleśnikach się skończy, albo zdjęciu)
Można by wspólnie przesłuchać zdjęcie Rahula, niech się człowiek tłumaczy. A te naleśniki to do jedzenia, czy jakieś inne?
Hermengilda
2009-06-21, 23:09
Przez przypadek (tzn. przez srk.org) trafiłam na to
http://video.google.fr/vi...827715047&hl=fr. Ponoć to było we francuskim wydaniu K3G, chociaż Ruby Wax jest jak najbardziej Brytyjką i tamtejszym komikiem (czy "panią komik"? )
Mowilka
2009-06-22, 00:04
Piękny materiał, dzięki! Ruby szaleje po planie K3G z wdziękiem, jak sobie ładnie z Hrithikiem porównują bicepsy
Powiem, jak zwykle merytorycznie i z wielką powagą, ze Shahrukh w białej koszuli z takim stopniem rozpięcia, że ledwo trzyma się ramion wygląda
GosiaJG
2009-07-06, 21:46
Jak już wspomniała Mowilka w wątku Asokowym, podczas weekendu przypomniałyśmy sobie Rahulka Zrzędę, czyli drugą część "K3G".
Jak on narzekał, zrzędził i ględził, jakim był sknerą okropnym! Ale to wszystko z żałości, że stary wredny Yashvardan go z domu wykopał, o! Wcześniej tak wdzięcznie pląsał, a to po Chandni Chowk, a to po pustyni - a w tym Londynie go żałość jeno żarła, jak nic, stetryczał i się upierdliwy zrobił. Najpierw sam ganiał w przezroczystych koszulinkach ( ), a potem się Poo czepiał!
Doszłyśmy do wielce uczonego wniosku, że inne jakoweś Wielkie Zalety posiadał, dla których można było jego zrzędzenie stetryczałe znieść.
Niewątpliwie jedną z zalet był różowy sweterek na zamek (to w pierwszej części, ale co tam, wybrane sceny też oglądałyśmy ), który od weekendu jest moim fetyszem.
Mowilka
2009-07-06, 21:50
No właśnie, obejrzałyśmy sobie z Gosią, jak to sobie dawno obiecywałyśmy, Rahula-zrzędę,
Ojj, oj-oj! Musiał on mieć ukrytych zalet co niemiara, skoro ktokolwiek mógł z nim wytrzymać! Co za maruda, co za sknerus, tetryk i strażnik moralności! Ale Anjali podejrzanie się do niego łasiła i wysyłała mu powietrzne całusy. Domyślam się, że te zalety były zaiste niemałe
Przy okazji odkrycie zrobiłam (ta-dam!!), że Hrithik świetnie tańczy . To tylko pozornie jest oczywistość. Bo ja nie lubię 2 części K3G, a najbardziej z niej piosenek Hrithika. Ale teraz, oglądane na świeżo, pokazują, że on się rusza tak płynnie i sprawnie i w sposób niedostępny istotom ludzkim, że nawet You Are My Sonya obejrzałam bez bólu. A najbardziej podobał się nam Hrithik na ulicach Londynu, czyli Vande Mataram. Zauważyłam, po ilu znajomych miejscach on biega! Teraz taką piosenkę ogląda się całkiem, ale to całkiem inaczej
Przy okazji odkrycie zrobiłam (ta-dam!!), że Hrithik świetnie tańczy . To tylko pozornie jest oczywistość. Bo ja nie lubię 2 części K3G, a najbardziej z niej piosenek Hrithika. Ale teraz, oglądane na świeżo, pokazują, że on się rusza tak płynnie i sprawnie i w sposób niedostępny istotom ludzkim, że nawet You Are My Sonya obejrzałam bez bólu.
Hm, znaczy uodpornienie na lateks przyszło, co mi przypomina, że zawsze mnie londyńskie pojawienie się Rohana na placu przed szkołą Poo zatyka ze względu na opakowianie i potem już raz za razem ta sama reakcja i nic poza lateksem nie widzę.
A propos zalet ukrytych marudy Rahula, musiał je biedaczyna w kunsztowny sposób odkrywać, że mógł sobie tak bezkarnie na zrzędzenie i skąpstwo za dnia pozwalać.
Mowilka
2009-07-06, 22:12
Hm, znaczy uodpornienie na lateks przyszło, co mi przypomina, że zawsze mnie londyńskie pojawienie się Rohana na placu przed szkołą Poo zatyka ze względu na opakowianie i potem już raz za razem ta sama reakcja i nic poza lateksem nie widzę.
No nie da się ukryć, ciężko to przełknąć. Ale mówię Ci na, Vande Mataram warto spojrzeć! Tam jest taka scenka, kiedy to Hrtihik cudnie pląsa razem z dziewczynami odzianymi w stroje do kathak chyba (nie znam się na tym za bardzo), robiąc z nimi te wszystkie kobiece ruchy. Potem one biją mu brawo, a on robi dumny piruet, z gestem Voila, ja wszystko potrafię!
. Ma przy tym tyle wdzieku, że nie da się go nie lubić.
Muszę się przyjrzeć, bo wstyd się przyznać, ale w VM poza magicznym minięciem się z Rahulem liczy się jeszcze tylko autobus z reklamą Terrego Pratchetta. Chociaż dziewczęta pamiętam, one maja chyba flagowe to odzienie?
Mowilka
2009-07-06, 23:44
jagasia
2009-07-07, 08:12
Przy okazji odkrycie zrobiłam (ta-dam!!), że Hrithik świetnie tańczy .
A, czyli ja inna jestem.
Bo od początku tak się zapatrzyłam w Hrithika i jego taniec [i te oczyska ], że nawet nie zwróciłam uwagi na wszelkie lateksy. I gdyby nie fakt, iż K3G nie był moim pierwszym filmem i pewien Pan uwiódł mnie już wcześniej swoim spojrzeniem w Devdasie, to nie wiem, co by ze mną było i gdzie bym zawędrowała.
Tak więc pomijając wszystko inne, Hrithik doskonałym tancerzem jest i kropka! Uwielbiam patrzeć jak tańczy!
Oczywiście, pewien Mały Pan z wielkim nochalem jest ponad wszelkie rankingi.
A teledysk do piosenki Bole Chudiyan to po prostu... po prostu...
Połączenie dwóch doskonałych tancerzy na jednym ekranie to mieszanka wybuchowa!
Karan i Farah moimi mistrzami!
Mowilka
2009-07-07, 08:29
Bo od początku tak się zapatrzyłam w Hrithika i jego taniec [i te oczyska ], że nawet nie zwróciłam uwagi na wszelkie lateksy.
O tym "odkryciu" pisałam ironicznie w stosunku do samej siebie. Hrithik tańczy po prostu jakby nie miał kości, w czym nie przeszkadza mu nawet wzrost. I w dodatku jest tak piękny, że dech zapiera. To są niezaprzeczalne fakty.
Jednak moim zdaniem w przypadku jego i Kareeny Karan przedobrzył w K3G. Jemu dał bezsensowne lamborghini i podkreślił bicepsy, które zamiast seksownie wypadły karykaturalnie, ona - zamiast pastiszowo (jak miało być moim zdaniem) wypadła irytująco.
Przy pierwszych seansach mnie także rzucał się w oczy lateks i przesadne szpanowanie. Ale teraz - to co innego. Hrithik na ulicach Londynu, na schodach British Museum, w dyskotece
A propos zalet ukrytych marudy Rahula, musiał je biedaczyna w kunsztowny sposób odkrywać, że mógł sobie tak bezkarnie na zrzędzenie i skąpstwo za dnia pozwalać.
Zwłaszcza podczas rozkosznego tet-a-tet ze swoją żoną.
GosiaJG
2009-07-07, 09:18
Jednak moim zdaniem w przypadku jego i Kareeny Karan przedobrzył w K3G.
Zastanawiam się - całkiem serio i bez ironii - czy to znowu jednak nie są nasze wrażenia widza "innokulturowego". Bo - było, nie było - "K3G" się ogromnie widzom podobał. A lateksy i tego typu odzieżowe koszmarki są nadal w teledyskach hindi lubiane.
Oczywiście, że w ukazaniu postaci Rohana i Poo jest pewna przesada. Ale czy w przypadku każdej innej rzeczy w tym filmie jej nie ma? W strojach, emocjach, wnętrzach? Takie to już dzieło.
Sama podczas pierwszego seansu (przyznawałam się już, że to od Hrithika w drugiej części oczu nie mogłam oderwać ) przyjęłam film z dobrodziejstwem inwentarza - w pierwszej części przezroczyste koszule, w drugiej lateks jak druga skóra - ok.
Nie wydaje mi się, że po "K3G" mógłby powstać jeszcze jeden film tego typu - chyba że jako pastisz. Karan przesunął granice kompletnie, sam prawdopodobnie wie, że już nie da się drugi raz nic takiego zrobić. W "KANK" jednak poszedł w inną stronę, mimo wystawności. "My Name Is Khan" też będzie inne, to już widać. I oczywiście reżyser od tego czasu dorósł - na szczęście. Co nie zmienia faktu, że z zaistnienia "K3G" bardzo się cieszę.
Jakkolwiek za marudzenie Rahulka dałabym mu po tyłku.
Och, że się tak odniosę do meritum - rzekłabym nawet, że zrobiłabym to z niezaprzeczalną przyjemnością.
Jednak moim zdaniem w przypadku jego i Kareeny Karan przedobrzył w K3G.
Też mam takie wrażenie. Tak jak według mnie poniosło Karana przy kreacji Sexy Sama w KANK (na szczęście oszczędził w filmie widoku Mayi grzebiącej w koszu), czy przy doborze strojów Rahula w KKHH (te obcisłe, ologowane trykociki ).
Przez przerysowanie postaci Poo długo nie mogłam się przekonać do Kareeny, polubiłam ją dopiero po "Jab We Met", a po "Marjaani" to już ją bardzo lubię.
Co do tanecznych umiejętności Hrithika - niezmiennie podziwiam, choć jak na mój gust, jest on trochę zbyt "giętki". A oczyska - po tacie Roshanie - piękne.
Ale dlaczego londyńskiego Rahula odbieracie jako zrzędę?
Biorąc pod uwagę, że mieszka pod jednym dachem z "wszystkimi wariatami z Chandni Chowk" to on po prostu zachowuje zdrowy rozsądek.
Ja tam lubię takich facetów.
jagasia
2009-07-07, 10:06
Och, że się tak odniosę do meritum - rzekłabym nawet, że zrobiłabym to z niezaprzeczalną przyjemnością.
Och, cóż za ukryta perwersja. Ale trudno się z Tobą nie zgodzić. Za to zrzędzenie lanie mu się należy, jak nic (choć to zrzędzenie takie urocze jest...).
Mowilka
2009-07-07, 10:23
Przez przerysowanie postaci Poo długo nie mogłam się przekonać do Kareeny, polubiłam ją dopiero po "Jab We Met", a po "Marjaani" to już ją bardzo lubię.
Właśnie - to był pierwszy raz z Kareeną dla wielu osób i zauważcie, jak wiele osób właśnie jej nie lubi albo polubienie jej stanowiło długi proces. Mnie chyba Asoka pomógł, w Yuvie mi się bardzo podobała, a Jab We Met to już wisienka na torcie.
jagasia
2009-07-07, 11:03
To przejście jest za szybkie, za raptowne.
Bo ja wiem, czy za szybkie. Przecież właśnie minęło 10 lat, gdzie nie mamy pojęcia o tym, co się w tym czasie działo. Z młodego kochanka, który dopiero co studia ukończył, musiał się stać dorosłym mężczyzną, odpowiedzialnym za żonę, szwagierkę i ich ciocię. Poza tym przyjął także na siebie poważne obowiązki ojca. Do tego los go doświadczył okrutnie, zabierając mu rodziców (tak, wiem, to wina ojca). Do tego na pewno doszły obowiązki i problemy w pracy, bo przecież jest poważnym biznesmenem. To wszystko mogło się skumulować i sprawić, iż z beztroskiego kochanka zmienił się w zrzędliwego (uroczo) męża i ojca.
[I nie oszukujmy się, większość facetów zmienia się po ślubie. I to w jeszcze szybszym tempie. ]
Po za tym, ja znajduję w tym "zrzędzeniu" uroki z przekomarzania z początku znajomości z Anjali, która akurat w tej kwestii, raczej niewiele się zmieniła. To zrzędzenie odbieram raczej jako urocze przekomarzanie się, coś na zasadzie "kto się czubi, ten się lubi". Gdyby nie było w tym tyle uroku, to na pewno co rusz wybuchałyby wielkie małżeńskie awantury [np. patrz KANK - małżeństwo Deva i Rhei], a tych przecież brak w tym związku.
Mowilka
2009-07-07, 11:31
To przejście jest za szybkie, za raptowne.
Karan to mistrz gry na uczuciach. Może celowo zrobił taki przeskok, żeby ostrzec młodzież przed pobieraniem się bez zgody rodziców. Jakby chciał powiedzieć "jak nie będziecie słuchać starszych to nieroztropny wybór partnera przemieni was w kogoś marudnego i zgorzkniałego", może zostawił lukę, by każdy sobie sam dośpiewał to co pomiędzy. A najzwyczajniej, co mówił w dodatkach, film był za długi i coś musiał wyciąć.
Zresztą to marudzenie Rahula, ja raczej odbieram jako ostateczną próbę udowodnienia "w tym domu to jednak ja rządzę" a przecież tak na prawdę jest zupełnie inaczej. Kotek pokazuje od czasu do czasu pazurki, ale na tym się kończy.
Off
jagasia
2009-07-07, 12:13
Filmowo za szybkie.
A, chyba że tak.
I owszem, tu się zgadzam. Jak tylko zobaczyłam wycięte sceny, to zauważyłam, że wiele z nich powinno pojawić się w filmie (wg mnie, oczywiście). I wcale by mi nie przeszkadzało, że film trwałby bagatela 4 godziny.
A w scenie z Roshanem i Poo, tej powiązanej z pięknym zjazdem Rahula po poręczy, żadnych wad obrazu nie zauważyłam. Więc mogli swobodnie całą tę scenę zostawić.
Niestety, jak wiemy, Karan musiał powycinać to i tamto (kto mu kazał?! ) i pewna sfera pozostała do naszego domniemania.
I wcale by mi nie przeszkadzało, że film trwałby bagatela 4 godziny.
Mnie tam też nie
Mowilka
2009-07-07, 13:02
Może Karan celowo nie chciał dokładać do pieca, pokazywać ich w czułych pozach (wiadomo, małżonkom wiecej wolno), żeby dla dobra rodzin Khanów i Devganów nie rozdmuchiwać nadmiernie tematu oni powinni być razem?
O to trzeba by zapytać samego Karana.
A nie ukrywam, że i mnie taka myśl przemknęła przez łepetynę
Mowilka
2009-07-07, 13:30
A jeszcze w temacie Hrithika, to podobno ma on zagrać w nowym filmie Bhansalego. Pomyślałam, że to bardzo dobry pomysł. Bhansali potrafi kreować postaci działające na wyobraźnię. Imaan Salmana w Saawaryi był mroczny, tajemniczy, rewelacyjny. Podobnie (nie wiem czy się zgodzicie, ale ja uwielbiam) Vanraj Ajaya Devgana w HDDCS. O bezbrzeżnie smutnym i pięknym Devdasie Shahrukha nie wspomnę.
Hrithik jest niesamowicie dekoracyjny, przechadzać się umie, mieczem robić niezwykle harmonijnie też, oczy ma wielkie i świetliste... Może będzie z tego coś wartego zapamietania? Tego mu w każdym razie życzę, z całą sympatią.
GosiaJG
2009-07-07, 13:40
Mogłabym się podpisać pod Mowilką. Rahulka londyńskiego - choć zrzęda - miłuję, pamiętając, że Zalety posiada. A i to jego zrzędzenie właściwie z sympatią traktuję. Szkoda mi tych scen, o których pisała - zakupów, uwodzenia (ona w tej czarnej sukni, on w okularkach i białej koszuli, ach!)
I wcale by mi nie przeszkadzało, że film trwałby bagatela 4 godziny.
Też jestem w tym gronie.
Uwialbiam usuniętą scenę, gdy Anjali obejmuje od tyłu siedzącego przy laptopie Rahula (z kubeczkiem ), kiedy on unosi ją przed domem i okręca ją w uścisku, no i oczywiście zakupy z ciężarną Anjali.
Podobają mi się przekomarzania Rahula z żoną, przytulanie się, kiedy ona mówi do niego, że jest sexy. W ich rodzinnych domach raczej nie było tak swawolnych zachowań.
To zrzędzenie odbieram raczej jako urocze przekomarzanie się, coś na zasadzie "kto się czubi, ten się lubi".
Właśnie, my z Vitą podczas naszych w sumie dwóch seanów tez tak to odebrałyśmy. Anjali i Rahul widzą nam się jako para, która do perfekcji doprowadziła przekomarzanie się, i która sie tym bawi oraz dodaje pikanterii małżeństwu.
Jeśli chodzi o Kareenę, może coś w tym być. Mój pierwszy raz z nią był w "Aśoce", który zresztą przyszedł w jednej paczce z K3G, i tam objawiła mi się, jak bardzo dojarzała mimo wtedy młodego wieku, wspaniała aktorka, więc potem jej pójście na całość w K3G bardzo mi się spodobało. Chociaż jak Mowilka wcześniej pisała o równoległym kręceniu "Aśoki" i K3G, miałam i właściwie ciągle mam dość dziwaczne skojarzenia, kiedy Rahul lata za Poo i probuje ją ubrać.
A propos wciągania przez K3G i odrzucania go potem, ten film jest dziwny, z jednej strony go nie lubię i nie mam ochoty na powtórki, ale jak już go włączę twardo oglądam do końca i chyba tylko trzęsienie ziemi byłoby w stanie mnie oderwać.
Kabhi Alvida Naa Kehna / Nigdy Nie Mów Żegnaj / KANKErepublik(V1 working)TAJEMNICE SZCZĘŚCIA!!!RADOŚCI.. SMUTKI... NOWINY... - PogaduchyBillu Barber / Billoo BarberTu jest miejsce na wyrazanie opini o funkcjonowaniu forum!Problemy zdrowotne ShahrukhaFilmy nie-indyjskie, ale z Indiami w tle...Etnologia 2007/2008Pierwsze objawy ciąży- opisy forumowiczekMamuśki 2008 i ich pociechy - POGADUCHY cz IV.UstawkaKara śmierciSkany z prasy i książekOsoba Ojca Pio
Lista wiadomości z for dyskusyjnych ^^ Index Odnośniki,